Jest czerwiec 2004 roku. Mieszkańcy Dusznik-Zdroju i turyści wyczekują kolejnego sezonu turystycznego. Tymczasem w okolicach fabryki ZEM rozpoczynają się prace związane z budową masztu antenowego. Ekipa budowlana rozpoczyna prace i już na początku przy pierwszych ruchach koparki odsłaniane są trumny i wydobywające się z nich szczątki ludzkie.
Następuje konsternacja czy przerwać prace czy też kontynuować. Strażnicy miejscy pojawiający się w czasie prac są świadkami rozsypujących się trumien. Jedna z pracownic Urzędu Miejskiego w Dusznikach-Zdroju udaje się na miejsce wydarzenia. I teraz następują sekwencje niezwykłych wydarzeń.
Niemiecka organizacja Volksbund przypomina sobie, że w czasie wojny pochowani byli tutaj żołnierze z lazaretów dusznickich. Dziwne przypomnienie skoro mieszkający tutaj autochtoni nigdy o tym nie wspominali i nie przekazywali takiej informacji. Sekretarz Gminy wystosowuje bardzo szybko pismo do Wojewody Dolnośląskiego z prośbą o wyrażenie zgody na ekshumacje bądź też przeniesienie w inne miejsce szczątków niemieckich żołnierzy.

Pismo to powinno mieć upoważnienie Burmistrza Miasta Duszniki-Zdrój lub Vice Burmistrza. W toku przeprowadzonych przeze mnie rozmów o niczym takim oni nie słyszeli. Troszkę dziwna historia, bo na jednym z dokumentów dotyczących ekshumacji widnieje podpis Burmistrza Dusznik-Zdroju. Co zatem spowodowało, że pisma tego nikt nie potrafił po prawie 20 latach odnaleźć w Archiwum Miejskim?

Ekshumacja, czy dusznickie skarby?
Z pozwoleniami niemiecka firma Volksbund uporała się dosyć szybko. Wybrano odpowiedni czas jakim jest zakończenie sezonu letniego i rozpoczęcie roku szkolnego. Na początku września w ciągu kilku dni wykopano szczątki 97 żołnierzy niemieckich i według organizacji Volksbund przewieziono na cmentarz w Nadolicach koło Wrocławia. Wszystko sprawnie i szybko pod osłoną nocy i bez kompletnie żadnej wiedzy Burmistrza Miasta Duszniki-Zdrój i radnych. Nie tylko to jest sensacyjne i pełne zagadek.

W toku badań prowadzonych przez Prokuraturę nie udało się odnaleźć wielu dokumentów. Wiemy, że o tej tajemniczej ekshumacji nie wiedzieli Konserwator Zabytów, Sanepid i Polski Czerwony Krzyż. Podobne ekshumacje, które odbywały się na terenie Ziemi Kłodzkiej trwały kilka miesięcy i były utrwalone setkami szczegółów. Co zatem naprawdę znajdowało się w ziemi dusznickiej i dlaczego tak pośpiesznie z pominięciem procedur dokonano ekshumacji. Czy była to jednak naprawdę ekshumacja?

Wagony z dawnego Breslau ze skarbami ukryte w Dusznikach-Zdroju
Na podstawie dokumentów znajdujących się w archiwach wiemy, że kilka wagonów zabytków z Muzeum Diecezjalnego dawnego Breslau zostało przywiezionych do Dusznik-Zdroju i ukrytych w naszym miasteczku. Wiemy, że były to gabarytowo ogromne zabytki jak i wiele drogocennych skrzyń z zabytkami kultury już od XIII wieku. Wiadomo, że we wrześniu 1945 wiele tych cennych dzieł sztuki odnaleziono i przetransportowano ciężarówkami do jednego z muzeów w Polsce.
To są informacje sprawdzone i bardzo mocno udokumentowane. Dotarła też niepotwierdzona dokumentami informacja o depozytach niemieckich ukrytych na terenie fabryki ZEM. Wiemy jednak na pewno, że niemiecką organizacją skupiającą autochtonów kierował pracownik ZEMU, którego okna wychodziły dokładnie w to miejsce. Na podstawie zdjęć satelitarnych wiemy, że mogło się tam, zamiast szczątków ludzkich znaleźć wiele zabytków. Z powodzeniem zmieściłoby się tam wiele wagonów.


Pociąg z Dusznickimi skarbami czy szczątki ludzkie?
Ukrywanie dokumentów, brak nadzoru i pośpieszne działania ze strony niemieckiej zmuszają do wielu przemyśleń. Co zatem naprawdę wydarzyło się w Dusznikach-Zdroju w roku 2004?
