Odnalezieni po latach

Dariusz Giemza

Ottmar i Marek to historia moich poszukiwań, która trwała kilka lat, ale było warto. Ottmar urodził się koło Warszawy. Była to rodzina niemiecka, która pod koniec XIX wieku przywędrowała do Kępy Zawadowskiej, aby zajmować się nowoczesnym rolnictwem. Ottmar przychodzi na świat w roku 1944. Kiedy rodzinie grozi niebezpieczeństwo ze strony Rosjan mały Ottmar wraz z innymi dziećmi z okolic Warszawy i Radomia trafia do pociągu, który ma zawieźć ich w bezpieczne miejsce w Sudety. Matka i całe starsze rodzeństwo wyrusza inną trasą w głąb Niemiec. Kiedy matka dowiaduje się, że pociąg utknął w Katowicach postanawiają wyruszyć po dziecko.

Jednak odradają jej wyjazd poniewaź Rosjanie są już blisko Katowic. I tutaj jest ostatni ślad Ottmara. Mijają lata i matka nie odnajduje swego synka. Ottmar trafia do jednego z sierocińców na Dolnym Śląsku, aby po kilku miasiąch trafić do tajemniczego sierocińca w Dusznikach -Zdroju. Tutaj ma już inne imię i nazwisko Prawdpodobnie przybył do Dusznik Zdroju w roku 1946 i przebywał do czerwca 1949 roku. Potem przebywa jeszcze w dwóch sierocińcach, aby trafić do Goworowa. Interesuje się pewną szafą gdzie odnajduje karty zdrowia. Wyjmuje swoją i widzi na niej drobnym maczkiem wypisane w rubryce matka imię i jej nazwisko.

Zapamiętuje i przekazuje te dane dwóm niemieckim kobietom z Goworowa, które po wojnie opiekowały się kościołem. Marek , bo tak ma na imię teraz wyjeżdża do pracy w Australii po wcześniejszej ucieczce z Polski. Tam otrzymuje list z Czerwonego Krzyża z adresem odnalezionej matki. Pierwszy list i pierwsza rozmowa. Marek wylatuje z Australii do Stanów Zjednoczonych na spotkanie po prawie 50 latach ze swoją matką. Na lotnisku na widok syna matka mdleje. Marek odnajduje rodzinę i wraca do Australii. Po latach wraca do Polski. Dzisiaj mieszka na południu kraju. Ottmara a później Marka szukałem przez kilka lat w Australii, ale bezskutecznie. Potem pojawił się ślad w Santa Barbara. Dzięki pewnej kobiecie i przyjaciółce ze Stanów Zjednoczonych trafiam na jego rodzinę. Jestem już bardzo blisko. Mijają jednak miesiące i dalej nie wiem czy Marek żyje. W końcu kilka miesięcy temu po latach poszukiwań mam adres Marka. Teraz trzeba zrobić wywiad czy Marek tam mieszka. Dostaje informację, że w tym domu mieszka jakiś człowiek z Australii. Już prawie jestem pewny, że Marka znalazłem. Docieram do telefonu i przeżywam jak potoczy się pierwsza rozmowa.

Wyzwala to u mnie duże emocje. Ponad pięć lat poszukiwań. Pierwsza rozmowa trwa pół godziny. Marek nie wie, że był w Dusznikach-Zdroju. Opowiadam o moich poszukiwaniach i pierwszych latach jego dzieciństwa. Marek pamięta miejsca, które były późniejsze niż sierociniec dusznicki. Wiele mi opowiada. Po kilku rozmowach wyczytuje mu nazwiska dzieci, które były w sierocińcu w Dusznikach Zdroju. Lista dzieci z roku 1948. To kilkadziesiąt nazwisk z datami urodzenia. To mój jeden z najbardziej wartościowych dokumentów. Marek zna nazwiska prawie dziesięcioro dzieci, które były w Dusznikach Zdroju a potem poprzez dwa inne sierocińce trafiły do Goworowa. Tutaj są razem siedem lat. Dzięki odnalezieniu Marka po 80 latach moje sierotki dzwonią do siebie i nawiązują ponowne relacje. To Marek doprowadził do odnalezienia dziecka z pałacu. Mały Józio urodził się i matka nawet na moment nie miała go na swych rękach.

Mały Józio szukał swej tożsamości. Wszystkie instytucje poszukiwawcze nie dały rady. Po pięciu latach na dwa tygodnie przed śmiercią mały Józio trzyma w dłoniach zdjęcie swej mamy a dwa dni przed śmiercią córka mówi mu jego prawdziwe imię i nazwisko. Tego dziecka i jego rodziny nie miałem prawa znaleźć. Szczątkowe dokumenty, intuicja i szczęście, ale właściwie to kluczem był Marek. Na liście tych dzieci mam jeszcze dwoje dzieci w Dusseldorfie i Katowicach. Jeden trop wiedzie aż do Pardubic. To stamtąd w czasie Akcji Zamek trafiło kilkoro dzieci do dusznickiego sierocińca. Będę ich szukał. Wśród dusznickich sierotek intensywnie poszukuje z córką jednej sierotki grobu babci. To on trafił z Radomia tym samym transportem razem z Markiem do Dusznik-Zdroju. Byli razem w Goworowie. Znalazłem niestety jego grób, ale z córką staramy się rozwiązać wiele tajemnic. Zostały wśród wielu rodzin zrobione badania genetyczne. Historia dziecka z Radomia jest niesamowita. Być może miał rodzeństwo. Szukamy też jego ojca. Niestety nie z naszej winy mamy utrudnione zadanie. Jednak walczymy i nie poddajemy się.

O losach dzieci z tajemniczego sierocińca możesz się dowiedzieć z książki ,,Tajemniczy sierociniec”.

Muzeum Skarbiec Dusznik-Zdroju jest bezpłatne i prywatne.

Nie jest dotowane przez instytucje miejskie i kultury.

Proszę o wsparcie na realizację zadań kulturalnych.

Skomentuj